Społeczne Towarzystwo Oświatowe - logo
Społeczne Towarzystwo Oświatowe - zdjecie
                                  aktualności     archiwum     forum     linki     kontakt  
20 lat STO - strona jubileuszowa
Archiwum aktualności: Działalność STO

Czy i kiedy sześciolatki pójdą do szkół?

Szanowni Państwo,
Nauczyciele, Rodzice, Pracownicy
Szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego

Dyskusja na temat włączenia sześciolatków w system szkolny ma swój początek w 1999 roku. Propozycja włączenia sześciolatków w proces nauki szkolnej nie jest na dzień dzisiejszy możliwa (…) Problem ten będzie ponownie rozważany w dalszej strategii zmian w oświacie… (Mirosław Handke, luty 1999).

W styczniu 2008 r. na stronie internetowej opublikowano Główne zamierzenia MEN. Minister edukacji Katarzyna Hall poinformowała, że podjęte działania mają na celu dokończenie reformy systemu edukacji rozpoczętej przez ministra Mirosława Handkego z rządu Jerzego Buzka.

W ostatnich dniach debata na powyższy temat, w którą aktywnie włączają się obok nauczycieli rodzice, zaczyna zataczać coraz szersze kręgi.

Sądzę, że nie powinno w niej zabraknąć również głosu środowiska Społecznego Towarzystwa Oświatowego. Zachęcam więc rodziców i nauczycieli do zapoznania się z tekstem p. Jolanty Dobrzyńskiej, której wieloletnie doświadczenia i niekonwencjonalne spojrzenie na problem powinno zachęcić do dyskusji.

Wszystkie opinie przesłane do Biura STO postaramy się zamieszczać na witrynie internetowej i drukować w „Szkołach Dialogu”.

Łączę wyrazy szacunku,
Wojciech Starzyński
Prezes STO

Czytaj również: Sześciolatki do szkoły (Aktualności, 2008-03-07)

                                                                                                                           

 OBNIŻENIE WIEKU SZKOLNEGO W ZAMIERZENIACH MEN

Historia tematu

Luty 1999 r. - Mirosław Handke. Po zabiegach min. Ireny Dzierzgowskiej odnośnie włączenia sześciolatków w system szkolny Kolegium MEN bada krótko sprawę i ogłasza w komunikacie z 19.02.1999 r.:

…„Propozycja włączenia sześciolatków w proces nauki szkolnej nie jest na dzień dzisiejszy możliwa ze względów finansowych, jak i z uwagi na dobro dzieci. Wprowadzana od 1 września reforma systemu edukacji zmierza również do zmian programowych i metodycznych w edukacji wczesnoszkolnej. Te zmiany pozwolą na właściwe przygotowanie się szkoły do przyjęcia dzieci sześcioletnich.
Problem ten będzie ponownie rozważany w dalszej strategii zmian w oświacie.”
[Hist.1]

Komisja sejmowa, po przedstawieniu sprawy przez resort, też decyduje o niepodejmowaniu tematu. Warto zaznaczyć, że nie było wówczas mowy o skracaniu edukacji na finiszu.

Marzec 2005 r. - Mirosław Sawicki. Minister informuje w Gazecie Wyborczej z 4 marca 2005 r., że w Ministerstwie Edukacji trwają przymiarki do projektu ustawy obniżającej wiek szkolny:

„Chcielibyśmy, by projekt był gotowy w przyszłym roku. Pracom powinna towarzyszyć społeczna debata [...] Ustawa zakładałaby obniżenie wieku szkolnego z siedmiu do sześciu lat.” [Hist.2]

Długość okresu nauczania pozostawiono jako kwestie otwartą. Prace w tym temacie (w tym nad nową Podstawą Programową)wykonywał na zlecenie MEN Instytut Spraw Publicznych (ekspert: dr Barbara Murawska).

Sierpień 2005 r. - Mirosław Sawicki. Opublikowanie Strategii Rozwoju Edukacji na lata 2007 – 2013; na str. 32 jest zapis:

„... realizowane będą następujące zadania: ...
3. Objęcie dzieci 5-letnich rocznym obowiązkowym wychowaniem przedszkolnym, względnie niewprowadzanie takiego obowiązku, ale przyznanie tym dzieciom prawa do rocznego wychowania przedszkolnego; gminy byłyby zobowiązane do zapewnienia realizacji tego uprawnienia.
4. Decyzja o obniżeniu wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego do 6 lat oraz pytanie, w jaki sposób wpłynęłoby to na strukturę systemu szkolnego, wymaga pogłębionych badań i publicznej debaty...”
[Hist.3]

Październik 2007 r. - Ryszard Legutko. Portal Eduinfo, artykuł Sześcioletni pierwszoklasiści: „Szykuje się kolejna zmiana w ustawie o systemie oświaty. Politycy PiS i LPR, łącznie z ministrem edukacji postulują nałożenie obowiązku szkolnego na sześciolatki. Wprowadzenie nowego obowiązku jest konieczne do wydłużenia lat w liceach i szkołach ponadgimnazjalnych do 4. […] Warto przypomnieć, że pierwsza klasa dla sześciolatków i obowiązkowe przedszkole dla pięciolatków były jednymi ze sztandarowych haseł PiSu programu "Solidarnego Państwa". Zrealizowanie projektu możliwe jest dopiero najwcześniej za kilka lat. Konieczny będzie zakup nowych gimbusów, pomoce naukowe, wyposażenie sal, jadalnie.” [Hist.4]

Listopad 2007 r. - Katarzyna Hall podczas briefingu dla dziennikarzy w dniu 26.11.2007r. przedstawia założenia swojej pracy „Polska szkoła potrzebuje spokoju”. Zaraz potem zapowiada m.in. szybkie obniżenie wieku obowiązku szkolnego. Jednak zanim się to stanie – dodaje – konieczna jest ocena sytuacji pod względem programowym i organizacyjnym [Hist.5].

Grudzień 2007 r. - Katarzyna Hall na spotkaniu z posłami Sejmowej Komisji Edukacji zapowiada, że w 2009 r. sześciolatki pójdą do pierwszej klasy. Informację zamieszcza Rzeczpospolita z 19.12.2007 r. [Hist.6].
Następnego dnia, po spotkaniu z dziennikarzami, notatkę zamieszcza Gazeta Wyborcza, dodając informację o planowanej likwidacji zerówek [Hist.7].

W wywiadzie prowadzonym przez Jacka Żakowskiego 21 grudnia w TOK FM Minister informuje, że nie będzie przedłużenia nauki szkolnej na żadnym etapie; egzamin maturalny przypadnie na wiek 18 lat. [Hist.8].

31.12.2007 r. Minister informuje o harmonogramie reformy. Już 1 września 2008 rodzice mogą posłać sześciolatki do szkół, ale będą się oni uczyli jeszcze według starego programu. Nowy program ruszy w roku 2009. W latach 2009 i 2010 kolejne grupy sześciolatków pójdą do klas pierwszych, ucząc się z siedmiolatkami. Informacja: PAP i "Polska" [Hist.9].

Styczeń 2008 w Warszawie - radni PiS protestują przeciwko odgórnym decyzjom władz miasta, w sprawie przenoszenia sześciolatków z przedszkoli do zerówek szkolnych. Powodem jest brak miejsca w przedszkolach warszawskich przy równoczesnym wyludnianiu się szkół. Pod naciskiem mieszkańców władze ustępują; w kilku dzielnicach działania są wstrzymane. Incydent lokalny nie ma bezpośredniego odniesienia do zamierzeń resortu, niemniej odkrywa bardzo krytyczne nastawienie rodziców wobec kierunku reformy [Hist.10].

Styczeń 2008 r. - Rada Ministrów wpisuje 15.01.2008 r. jako jeden ze swoich głównych planów obniżenie do 6 lat wieku rozpoczynania obowiązku szkolnego [Hist.11]. W komunikacie MEN wymienione są przesłanki przemawiające za obniżeniem wieku obowiązku szkolnego. Jest też zapowiedź przygotowania w ciągu pół roku nowej podstawy kształcenia ogólnego.

Styczeń 2008 – MEN. Na stronie internetowej opublikowano 16.01.2008 r. Główne zamierzeni MEN. Minister potwierdza znane wcześniej fakty, a jako cel podjętych działań wskazuje: „dokończenie reformy systemu edukacji rozpoczętej przez ministra Mirosława Handkego z rządu Jerzego Buzka” [Hist.12].

Minister określa termin opracowania dla Rady Ministrów projektu zmian na marzec 2008 r. [Hist.13].

15.01.2008 r. na seminarium w MEN następuje podsumowanie realizacji akcji „Alternatywne formy edukacji przedszkolnej”. Projekt „małe Przedszkole w Każdej Wsi” będzie realizować Federacja Inicjatyw Oświatowych [Hist.14].

W wywiadzie dla Rzeczpospolitej wiceminister Zbigniew Marciniak mówi, że w pierwszym rzędzie do szkół pójdą te sześciolatki, które chodziły już do przedszkola. [Hist.15].

Luty 2008 – MEN. Na briefingu w dniu 11.02.2008 r. Katarzyna Hall poinformowała dziennikarzy, że zespoły eksperckie rozpoczynają prace nad zmianami Podstawy Programowej. Przekazała ogólne, niejasne założenia do nowej Podstawy programowej. [Hist.16, 17, 19].

O „dążeniu do standardów europejskich” w edukacji

Od roku 1999 obserwujemy uparte dążenie polskich władz do obniżenia wieku rozpoczynania obowiązku szkolnego. Kolejni ministrowie chcą zmieniać roczne przygotowanie przedszkolne dziecka sześcioletniego, prowadzone w przedszkolach i w szkolnych "zerówkach", w pierwszą klasę szkoły podstawowej. Pomysł reformy tłumaczony jest potrzebą dostosowania polskiego systemu edukacji do standardów europejskich. A przecież… nie ma takich standardów!

Każde z państw europejskich od wielu lat próbuje na własną rękę wypracowywać model edukacji adekwatny do współczesnych potrzeb – z lepszym lub gorszym skutkiem, raczej pozbawionym wyraźnych sukcesów [Bad.1]. Systemy kształcenia są bardzo zróżnicowane. Statystycznie ujmując, większość krajów Europy rzeczywiście prowadzi kształcenie ogólne młodzieży w przedziale wiekowym 6-18 lat. A jednak w krajach, takich jak : Dania, Szwecja, Litwa, Bułgaria, czy Finlandia, przedział ten wynosi, jak w Polsce, 7-19 lat i władze nie zamierzają go zmieniać [Bad.2]. Więcej! To właśnie Finlandia uznawana jest dziś w świecie za państwo przodujące w osiągnięciach edukacyjnych. Krajem, który najsilniej obniżył wiek kształcenia szkolnego (5-18 lat) jest, z kolei, Wielka Brytania [Bad.3]. Uproszczeniem byłoby twierdzenie, że stanowi to przyczynę obserwowanej obecnie zapaści brytyjskiego szkolnictwa publicznego, niemniej podążanie przez Polskę tym śladem jest co najmniej ryzykowne.

Doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego przynoszący dobre efekty edukacyjne przedział nauczania 7 – 19 lat nie podoba się polskim władzom. Pogoń ministra edukacji za statystycznie wyliczonym „standardem europejskim” to gonitwa za ogonem Europy.

Błędne założenia reformy

Z komunikatu wydanego przez MEN w styczniu bieżącego roku [Hist.11] dowiadujemy się, że

„…wśród najważniejszych przesłanek przemawiających za obniżeniem wieku szkolnego są:
- wyrównywanie szans edukacyjnych,
- podnoszenie jakości edukacji,
- upowszechnienie edukacji przedszkolnej,
- dostosowanie wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego do standardu obowiązującego w większości krajów europejskich,
- wykorzystanie sprzyjającej sytuacji demograficznej.”

Na temat dostosowania wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego do standardu obowiązującego w większości krajów europejskich była mowa powyżej. Wykorzystania sprzyjającej sytuacji demograficznej nie możemy uznać za cel reformy, a jedynie za sugestię odnośnie czasu jej przeprowadzenia. Przyjrzyjmy się zatem zamierzeniom władz przez pryzmat pozostałych trzech przesłanek.

  1. Wyrównywanie szans edukacyjnych – przesłanka błędna. Szanse edukacyjne dzieci wyrównywane są w przedszkolu, nie w szkole. Podstawa programowa dla przedszkoli skonstruowana jest w sposób wskazujący nauczycielowi obszary pracy z dziećmi, ale bez określania pułapu osiągnięć. Istnieje więc możliwość pracy na poziomie dziecka, uzupełniania podczas zabawy i nauki braków rozwojowych i kulturowych. W szkole jest inaczej; szkoła definiuje osiągnięcia uczniów. Mówiąc dosadnie, współczesny system szkolny skonstruowany jest w sposób podporządkowujący dziecko programowi nauczania, rozliczający go ze stopnia opanowania tego programu. Wcześniejsze podjęcie nauki szkolnej zróżnicuje więc a nie wyrówna szanse uczniów.
    Zapobiec temu niekorzystnemu zjawisku mogłoby wprowadzenie obowiązku przygotowania przedszkolnego pięciolatków. Jest to jednak zadanie wyjątkowo trudne,  na dziś, z powodu braku przedszkoli na wsiach, zupełnie nierealne. Minister Hall zapowiada podjecie takiego kroku, ale odsuwa go w nieokreśloną przyszłość. Dla wyrównania szans dziecka na starcie wiek 5 lat wydaje się odpowiedni; jednak i w tej sprawie trudno o jednoznaczne orzeczenia. Rozwojowi dzieci zdolnych sprzyjać może bardziej w tym wieku opiekuńczy dom rodzinny i jego pierwsza nieformalna edukacja.

  2. Podnoszenie jakości edukacji – przesłanka błędna. Owszem, istnieje pewna pozytywna strona wysłania sześciolatków do szkół; jest nią szansa na lepszą spójność programową pomiędzy oddziałem "0" a oddziałami I-III. (Dla przywrócenia tej spójności nie trzeba jednak zmieniać struktur). Tę pozytywną stronę całkowicie przysłania strona negatywna projektu – skrócenie edukacji o rok na etapie końcowym. Przy zaniechaniu kształcenia młodzieży w wieku 19 lat mówienie o „podnoszeniu jakości edukacji” wydaje się ironią. Nie pomogą najdoskonalsze zmiany programowe; nauczania maturzysty nie zastąpimy kształceniem elementarnym sześciolatka.

  3. Upowszechnienie edukacji przedszkolnej – przesłanka błędna. W sytuacji odbierania sześciolatkom możliwości realizowania obowiązku przygotowania przedszkolnego w przedszkolu jest to wręcz twierdzenie zaskakujące.

    Uowszechnienie edukacji przedszkolnej
    to inny, skądinąd cenny projekt MEN, polegający na stymulowaniu rozwoju bardzo skąpej (zwłaszcza na wsiach) bazy przedszkolnej. Od powodzenia tego projektu zależy w przyszłości możliwość uczęszczania do przedszkoli wszystkich pięciolatków. Oba projekty – obniżenia wieku szkolnego i upowszechnienia edukacji przedszkolnej – nie są jednak wykonawczo ze sobą związane. Na sieć przedszkoli, która pozostaje w całości w gestii samorządów gminnych, MEN nie ma bowiem innego wpływu niż stymulujący.

    W roku, w którym sześciolatki powędrują do szkół, a pięciolatki nie pójdą do przedszkoli, wójtowie i burmistrzowie zaczną zamykać pustoszejące przedszkola. Harmonogram działań, jaki nakreśliła minister Hall może przyczynić się, wbrew jej zamierzeniom, do dalszego ograniczenia edukacji przedszkolnej.

O skutkach reformy „na starcie”

W latach 2009 – 2011 sześciolatki powędrują do szkół ale pięciolatki nie będą objęte obowiązkiem szkolnym. Obniżenie wieku szkolnego będzie więc fikcją.

W prawie oświatowym zapis mówiący o "obowiązku rocznego przygotowania przedszkolnego" dzieci sześcioletnich zostanie zastąpiony zapisem o "obowiązku szkolnym", "oddział zerowy" w szkole stanie się "oddziałem pierwszym" (z odpowiednim przenumerowaniem oddziałów następnych), dziecko zaś z tego oddziału awansuje do miana "ucznia". Zapowiedziane przez Ministra zmiany programowe mogą być co najwyżej porządkujące, nie radykalne. Wobec zadań z zakresu nauki czytania i pisania sześciolatek nadal pozostanie sześciolatkiem.

Skutki uboczne decyzji będą natomiast całkowicie realne:

a) żaden sześciolatek nie będzie już mógł realizować swojego obowiązku w placówce przedszkolnej,
b) gdy sześciolatek podrośnie, skończy szkołę rok wcześniej, w wieku 18. nie 19. lat.

Rezygnacja z roku wychowania przedszkolnego to duża strata. Przedszkola postrzegane są dziś jako lepiej przygotowujące do dalszej edukacji. Wskazują na to wyniki projektu badawczego „Dziecko sześcioletnie u progu nauki szkolnej”, realizowanego przez Akademię Świętokrzyską. Z raportu z badań [Bad.4]dowiadujemy się, że niemal we wszystkich sferach przygotowania do edukacji sześciolatki z przedszkoli wykazywały znacząco wyższy poziom rozwoju niż sześciolatki z "zerówek" szkolnych:

  • były wyraźnie aktywniejsze,
  • wykazywały wyższy poziom rozwoju umysłowego,
  • uzyskiwały lepsze wyniki w zakresie przygotowania do rozpoczęcia nauki,
  • były lepsze w kategoriach szczegółowych, składających się na ogólny poziom dojrzałości szkolnej: gotowość do czytania, pisania, liczenia oraz rozumowanie,
  • intensywniej rozwijały się ich zdolności poznawcze,
  • osiągały wyższy poziom analizy i syntezy słuchowej,
  • osiągały wyższy poziom analizy i syntezy wzrokowej,
  • w stosunku do dzieci z zerówek szkolnych miały wyższe poczucie kontroli wewnętrznej, niże kontroli zewnętrznej,
  • potrafiły lepiej dbać o porządek,
  • sprawniej poruszały się po placówce,
  • częściej wykonywały zadania bez pomocy,
  • sprawniej posługiwały się przyborami szkolnymi i lepiej o nie dbały,
  • łatwiej nawiązywały kontakt,
  • były bardziej opiekuńcze,
  • lepiej potrafiły oceniać zachowanie rówieśników,
  • nie były uległe, ciche,
  • poprawnie wykonywały wszystkie polecenia,
  • były bardziej wytrwałe, zainteresowane, lepiej koncentrowały uwagę,
  • były bardziej pewne swojej decyzji,
  • adekwatnie do sytuacji reagowały złością lub gniewem.

Przewaga dzieci z oddziałów zerowych uwidoczniła się tylko w dwóch dziedzinach:

  • częściej brały udział w zorganizowanych systematycznych zajęciach sportowych poza placówką,
  • statystycznie częściej uzyskiwały wyższy poziom umiejętności ruchowych (dot. rzutów, chwytów jednorącz i chwytów oburącz).

Powyższe wyniki wyraźnie wskazują, że zamieniając sześciolatkowi placówkę przedszkolną na szkolną, pogorszymy a nie poprawimy jego szkolny start.

Znacznie groźniejsze w skutkach od planowanego obniżania wieku obowiązku szkolnego będzie jednak przyśpieszone kończenie edukacji szkolnej.

O skutkach reformy „na finiszu”

Przesunięcie egzaminu maturalnego z 19. na 18. rok życia pozbawi młodych Polaków jednego roku kształcenia ogólnego. To oczywiste, że treści programowych likwidowanej klasy maturalnej w żaden sposób nie zastąpi rok kształcenia elementarnego (!) Pod nazwą „obniżenie wieku szkolnego” kryje się więc w rzeczywistości szkodliwe dla systemu skrócenie okresu nauczania.

Młodzi Polacy będą o rok szybciej wchodzili na europejski rynek pracy, ale będą gorzej przygotowani do konkurowania na tym rynku.

Następstwem obniżenia wieku kształcenia uczniów będzie przebudowa programów nauczania na wszystkich etapach szkolnej edukacji „tak, aby treść i sposób kształcenia były przystosowane do możliwości ucznia związanych z etapem jego rozwoju.” [cyt. z komunikatu MEN].

Możemy się spodziewać, że zmiany Podstawy programowej kształcenia ogólnego będą polegać na: przesuwaniu treści na wcześniejsze lata rozwoju dziecka, ograniczeniu treści oraz na jej infantylizacji.

Próba przesunięcia treści nauczania na młodsze roczniki szkolne będzie powodowała większe trudności z ich opanowaniem przez uczniów. Rozszerzy się zakres korepetycji.

Podobnie niekorzystne zjawisko obserwowaliśmy w Polsce w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy to wprowadzona do szóstej klasy trygonometria wprawiała w bezradność zarówno uczniów jak i nauczycieli matematyki. Po kilku latach, bez rozgłosu, resort wycofał się ze zbyt ambitnych tematów serwowanych uczniom w zbyt młodym wieku. Analogiczna była historia rachunku prawdopodobieństwa, a w liceum elementów matematyki wyższej (różniczki, całki).

Prawdopodobnie, zespoły które będą pracowały nad nową podstawą programową będą chciały usunąć z niej część materiału. Wtedy staną przed większym jeszcze problemem. Baza pojęć, które pozwalają rozumieć współczesny świat, dobrze funkcjonować w społeczeństwie i podejmować samodzielne kształcenie wciąż się poszerza. Trudno jest z niej cokolwiek wyłączyć, a dopisywać wciąż trzeba: techniki informacyjne, podstawy budowy materii, podstawy genetyki… Trudności z wyselekcjonowaniem treści koniecznych są naturalnym następstwem rozwoju wiedzy i powodują na całym świecie rozrost programów, a z czasem wydłużanie kształcenia ogólnego. MEN chce zafundować polskiej oświacie działanie odwrotne - skrócenia cyklu nauczania.

Komu potrzebna jest reforma?

Nonsensowność przedstawionej reformy sprawia, że zaczynamy z konieczności szukać innych przed- i zakulisowych jej przyczyn. Być może niepotrzebnie. Może jest to tylko brak refleksji i nieznajomość mechanizmów oświatowych, które idą w parze z przekonaniem, że każda nowa ministerialna ekipa musi wykazać się nowymi pomysłami. Profilaktycznie pójdźmy jednak wspomnianym wcześniej tropem. Przyjrzyjmy się grupom, którym reforma przyniesie korzyść.

  1. Szkoły polskie przeżywają aktualnie skutki pogłębiającego się niżu demograficznego. Pomiędzy rokiem 2009 a 2020 istnieć będzie w polskiej oświacie nieciągłość organizacyjna – dwa równoległe systemy edukacji: nowy z sześciolatkami w klasach pierwszych i stary z dziewiętnastolatkami w klasach maturalnych. Przez szkołę podstawową, gimnazjum a potem liceum przesuwać się będzie dodatkowy rocznik, powiększający liczbę oddziałów. W placówkach reforma wygeneruje przejściowo dodatkowe miejsca pracy, oddali w czasie widmo bezrobocia. Wychowawcy przedszkoli, choć zagrożeni zwolnieniami, mogą spodziewać się pójścia za sześciolatkami do szkół, gdzie jest korzystniejsze pensum godzinowe. Związek Nauczycielstwa Polskiego prowadzi akcję zbierania podpisów pod projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty obniżającej wiek szkolny [Hist.20]. Nauczycielskie związkowe opinie decydowały już nieraz o kierunkach reform.

  2. Skierowanie sześciolatków do szkół jest też korzystne dla samorządu terytorialnego. Edukacja przedszkolna, w tym utrzymanie oddziałów zerowych, stanowi zadanie własne gmin i zajmuje wysoką pozycję w gminnym budżecie. Wyzbycie się najliczniejszego przedszkolnego rocznika znacząco zmniejszy gminne wydatki. Można być pewnym, że w oczach wójtów i burmistrzów reforma zyska uznanie.

  3. Ustawiczne reformowanie oświaty jest również na rękę: autorom programów, podręczników, wydawcom edukacyjnym, edukatorom, prywatnym firmom i fundacjom prowadzącym kształcenie i doskonalenie nauczycieli. Zmiany programowe ponownie uruchomią rynek, który po rozkwicie w czasach reformy ministra Handke przeżywa dziś zapaść (np. liczba wydawnictw edukacyjnych zmalała z blisko 100 do 40).

Jak widać, w obronie przed reformą rodzice uczniów mogą nie mieć wielu sojuszników.

Straty, jakie niesie reforma

Za reformę zapłacimy z kasy państwowej, być może zasilonej w początkowej fazie z Europejskiego Funduszu Społecznego. Na podstawowe kategorie wydatków złożą się:

  • koszty utrzymywania w szkołach dodatkowego rocznika uczniów - do 2020 r.,
  • koszty przebywania większej liczby dzieci w świetlicach szkolnych,
  • koszty przygotowania szkół podstawowych na przyjęcie dzieci młodszych,
  • koszty doskonalenia i przekwalifikowania nauczycieli.

Straty, jakie poniosą w wyniku reformy sami uczniowie, a także kultura i gospodarka kraju będą jednak o wiele poważniejsze. To straty w jakości kształcenia.

Jakość systemów edukacji poszczególnych krajów Europy przyjęło się oceniać poprzez wyniki badań Programu Międzynarodowej Oceny Uczniów PISA. Są to badania porównawcze, które w 2006 r. objęły około 400 tys. uczniów z 58 krajów świata. Testom poddawana jest młodzież w wieku 15 lat. Młodzi Polacy plasują się w wynikach na mocnej średniej pozycji i, jak widać, nie szkodzi im fakt, że do szkoły wkraczają rok później niż większość rówieśników z krajów zachodnich.

Wykorzystywanie wyników badań PISA do oceny porównawczej całego systemu polskiego szkolnictwa z systemami krajów zachodnich byłoby jednak nieuprawnione. O jakości systemu decyduje bowiem nie tyle to, co dzieje się po pierwszym jego etapie ile to, co rozgrywa się na finiszu. A na finiszu jesteśmy lepsi! W większości krajów rozwiniętych edukacja szkolna prowadzona jest do 18-19. roku życia, jednak obowiązek szkolny kończy się już w wieku 16 - 17 lat. Spory procent uczniów "wypada" wówczas ze szkolnego systemu, kończy przedwcześnie edukację. Polska ma przedłużony do 18 lat obowiązek kształcenia, co wyróżnia ją, jako kraj, w którym aż 91,7% uczniów kończy szkoły ponadgimnazjalne. (Unijny cel to 85%, zaś średnia dla Europy wynosi niecałe 78%) [Bad.5]. Jeśli informację tę zestawimy z faktem kończenia liceum przez polskich uczniów w 19. roku życia, to zrozumiemy skąd bierze się uznanie zagranicznych pracodawców dla wykształcenia Polaków. Rezygnacja z tego atutu byłaby największą, najpoważniejszą, niepowetowaną stratą.

Gdzie rodzą się pomysły edukacyjne?

Nie ma w Polsce instytucji, która monitorowałaby w sposób ciągły działanie systemu szkolnego, oceniała go i sugerowała pożądane kierunki zmian. (Przykładowo, we wspomnianej Finlandii instytucje takie powołane są aż na dwóch szczeblach - centralnym i lokalnym). Zgodnie z politycznym obyczajem każdy nowy polski minister jest zobowiązany do ogłoszenia swojego programu już w pierwszych tygodniach urzędowania. Formułuje go w oparciu o własne ograniczone doświadczenia i płynące od różnych grup społecznych podpowiedzi. Obszar szkolnictwa staje się Agorą dla haseł wymyślanych przez polityków.

Tu powstaje poważne zagrożenie. Żyją i rozprzestrzeniają się bowiem w Europie różnorodne edukacyjne mity. Jednym z nich jest twierdzenie, że we współczesnych czasach mało istotne są treści nauczania i obojętny jest materiał tematyczny, na którym uczymy dziecko czytać, liczyć, tworzyć… W myśl tego twierdzenia, w dobie pełnego dostępu młodego człowieka do przetworzonej elektronicznie informacji szkoła powinna skupić się na kształceniu tzw. kompetencji kluczowych – czytaniu ze zrozumieniem, rozumowaniu, współdziałaniu w grupie, itp. Nie ujmując nic skądinąd bardzo cennym kompetencjom kluczowym, należy mieć nadzieje, że mit o nieważności treści nie będzie długo żył w polskiej polityce edukacyjnej. Doprowadził on do dużego spustoszenia w edukacji krajów zachodnich.

A więc, jaki kierunek?

Rewolucje edukacyjne są czasem konieczne, ale same w sobie są rzeczą złą. Filozofia permanentnej zmiany będąca kołem zamachowym współczesnej gospodarki jest wrogiem edukacji. O powodzeniu w nauczaniu decydują w znacznym stopniu ciągłość i komplementarność programowa oraz organizacyjny spokój. Wiele spraw w polskim szkolnictwie wymaga spokojnego naprawiania i doskonalenia, bez "wywracania" systemu.

Jeśli chcemy podnosić jakość edukacji musimy starać się o pokonanie jej największego wroga, systemowego "równania w dół". Towarzyszy on wszystkim procesom zbiorowego nauczania. Atakuje dwie grupy uczniów – słabych i bardzo zdolnych. Te dwie grupy wymagają więc stałego wspomagania dobrze dopracowanym systemy zajęć pozalekcyjnych. Potrzebne są na wszystkich poziomach nauczania zajęcia wyrównawcze i potrzebne są przekraczające program koła przedmiotowe dla uczniów zdolnych. Środki, które ma pochłonąć zaplanowana w MEN reforma byłyby znacznie efektywniej spożytkowane na opracowanie i wdrożenie takiego systemu wspomagania. Przy okazji dałoby się uratować zagrożone nauczycielskie etaty.

Jest jednak w oświacie inny, o wiele poważniejszy problem. Wymaga szybkich, radykalnych działań ministra – póki nie jest za późno. To postępujący upadek szkolnictwa zawodowego. Rynek pracy woła o wykwalifikowanych robotników, a szkoły kształcące w zawodach zamykane są, jedna po drugiej. Obserwujemy odchodzenie ze szkół kadry oraz spadek jakości kształcenia. Matura z przedmiotów zawodowych nie może się odbyć, bo brak jest koniecznego wyposażenia pracowni. Reforma, która uelastyczniłaby system kształcenia zawodowego to poważne wyzwanie dla ministra edukacji. Ale… czy władza, która problemu nie widzi jest w stanie mu sprostać?

Szkołom podstawowym, gimnazjom i liceom życzyć należy, aby władze oświatowe w żadnym wypadku nie eksperymentowały na ich żywych organizmach.

Opracowała: Jolanta Dobrzyńska


W.St. / 2008-03-21

drukuj drukuj

Wyszukaj w aktualnościach i archiwum:        
Społeczne Towarzystwo Oświatowe
ul. Nowy Świat 39, 00-029 Warszawa
tel. faks: 022 826 78 64, 022 828 88 57

Copyright © 2004-2010 Społeczne Towarzystwo Oświatowe
@ webmaster