Poznań: Mają 15 lat, są zwolnieni z matury

Ich rówieśnicy emocjonują się rekrutacją do liceów, oni są zwolnieni z... matury. Piotr i Jakub - absolwenci Społecznej Jedynki STO z Poznania -  opowiedzieli nam, w jaki sposób zostali finalistami olimpiad dla uczniów szkół ponadpodstawowych.

 

Wywiad z Piotrem Buko, finalistą Olimpiady Geograficznej

Kończyć szkołę podstawową i być zwolnionym z matury – jakie to uczucie?

Piotr Buko: Dla mnie to nadal abstrakcja. Chociaż akurat matura z geografii nie przyda mi się tak bardzo, bo nie wiążę przyszłości z geografią. Chcę iść na medycynę, więc myślę raczej o zdawaniu biologii i chemii.

W takim razie skąd wybór geografii?

Geografia i przedmioty przyrodnicze zawsze mnie ciekawiły. Od małego zbierałem mapy. Teraz mam ich ponad sto, są porozwieszane w różnych częściach mojego pokoju.

Kto zaraził Cię miłością do map?

Mój dziadek jest geodetą. Zawsze mówił mi o mapach, skalach. Myślę, że to po nim odziedziczyłem gen geodety. Pierwszą mapę –polityczną – dostałem jeszcze w przedszkolu. Uczyłem się wtedy dla przyjemności stolic wszystkich państw.

A teraz – co sprawia ci największą przyjemność?

Nadal mapy i regionalizacja fizyczno-geograficzna. Przydało mi się to podczas olimpiady. Jedna z części to wypowiedź ustna, a moje wystąpienie było poświęcone Lizbonie – fizyczno-geograficznym przyczynom jej rozwoju. Znajomość map i podziału Półwyspu Iberyjskiego okazały się bardzo przydatne.

Wiemy już co lubisz. A czy jest w geografii coś, za czym nie przepadasz?

Lubię wszystko, ale najmniej usługi finansowe – znajomość tych zagadnień jest wymagana podczas olimpiady. Musiałem poznać np. leasing, outsourcing, offshoring. Te tematy nie sprawiają mi przyjemności.

Zapewne są łatwiejsze do przyswojenia dla licealistów, z którymi mierzyłeś się w olimpiadzie. Na co liczyłeś startując w tej rywalizacji?

Niczego się nie spodziewałem. Nie byłem nawet pewny czy na wstępnym etapie przyjmą moją pracę, ale okazało się, że znalazła się wśród czołowych prac w Wielkopolsce.

O czym pisałeś?

O organizacji przestrzeni wiejskiej w środkowym biegu Warty na przykładzie sołectwa Radzewice.

Brzmi poważnie. Jak się pisze taką pracę będąc w szkole podstawowej?

Zacząłem pisanie pracy od wywiadów z mieszkańcami tej podpoznańskiej wsi. To wieś w gminie Mosina, w której mieszka duża część mojej rodziny. Z racji bliskości rzeki i dużej liczby zbiorników wodnych, jej organizacja jest bardzo skomplikowana. Uznałem, że to dobry materiał na temat, bo problem do opisania jest tu widoczny gołym okiem.

Oceniającym praca się spodobała. Czy to wtedy uwierzyłeś w sukces?

Na dobre uwierzyłem dopiero wtedy, gdy okazało się, że na etapie okręgowym zdobyłem najwięcej punktów.

Mając 15 lat dotarłeś do finału wydarzenia, w którym startowali pełnoletni lub prawie pełnoletni uczniowie. Jak się przygotowywałeś?

Od początku ósmej klasy miałem indywidualny tok nauczania z geografii. Z moją nauczycielką zajmowaliśmy się podstawą programową dla liceum na poziomie rozszerzonym i zagadnieniami ze studiów geograficznych. Moja polonistka przygotowała mnie z kolei do wystąpienia ustnego – nauczyła emisji głosu, technik przemawiania i autoprezentacji. Za przemowę otrzymałem maksymalną liczbę punktów. Sam byłem w szoku, bo nie mam talentu do przemawiania.

Przez cały rok mogłem też liczyć na wyrozumiałość innych nauczycieli. Traktowali mnie ulgowo, dzięki czemu mogłem w pełni skoncentrować się na jednym temacie.

Jednym słowem, za Twoim sukcesem stoi wielu nauczycieli.

Długo by wymieniać – i nie chodzi tylko o ostatnie lata. To moja nauczycielka w kasach I-III zaszczepiła we mnie zamiłowanie do przedmiotów przyrodniczych. Duży wkład w moje zainteresowania miała też moja późniejsza nauczycielka przyrody.

W tym roku nie mogłeś zostać laureatem, bo finał się nie odbył. Byłeś rozczarowany?

Tak, dlatego będę próbował jeszcze raz. Długo byliśmy zapewniani przez organizatorów, że finał się odbędzie. Ostatecznie został odwołany dwa tygodnie przed planowany terminem. Byłem załamany takim przebiegiem spraw.

Kiedy rozpoczniesz przygotowania do kolejnej edycji? Po wakacjach?

Jak tylko epidemia odpuści. Odwiedzę biblioteki, które na razie są zamknięte.

 

Wywiad z Jakubem Fortuną, finalistą Olimpiady Historycznej

Matura za 4 lata, a jeden egzamin masz już „z głowy”. Koledzy zazdroszczą?

Jakub Fortuna: Trochę tak (śmiech). To bardzo przyjemne uczucie, że na egzaminie maturalnym jeden ciężar zostanie odjęty.

Uczeń szkoły podstawowej w olimpiadzie dla licealistów – to brzmi... zaskakująco?

To chyba rzeczywiście dość nietypowe. Na etapie okręgowym komisję bardzo zainteresowało, że mają przed sobą ucznia szkoły podstawowej. Przewodniczący uważał, że to pomyłka i przez pół godziny trwało wyjaśnianie sprawy z centralą. Był bardzo zdziwiony, gdy jednak potwierdzono, że wszystko jest w porządku.

Skąd pomysł, żeby wystartować ze starszymi od siebie?

To wspólna decyzja – moja i mojej opiekunki naukowej. Z dyrektor Małgorzatą Andrzejewską postanowiliśmy przygotowywać się do konkursu dla szkół podstawowych i do olimpiady. Olimpiada zainteresowała nas głównie dlatego, że aby zostać finalistą lub laureatem, trzeba się wykazać umiejętnością pisania prac i publicznego występowania. To istotne w kontekście mojej ewentualnej kariery naukowej. Konkursy dla szkół podstawowych bazują jednak głównie na testach.

To znaczy, że swoją przyszłość chcesz związać z historią?

Mam w planach połączenie zainteresowań prawniczych i historycznych. Chciałbym studiować interdyscyplinarnie, łącząc prawo, historię i przedmioty społeczne.

Czy to zamiłowanie do historii jest rodzinne?

Zupełnie nie. Moi rodzice to „ścisłowcy”, pracują jako menadżerowie. Nie mam w rodzinie nikogo, kto zajmowałby się historią. Gdy miałem 7 lub 8 lat, oglądałem z tatą „Sensacje XX Wieku” Bogusława Wołoszańskiego. Później dostałem na urodziny książkę „Wielka historia Polski” i grę komputerową dotyczącą Napoleona Bonaparte. I od tego się zaczęło. Zacząłem czytać coraz więcej o Napoleonie i historii świata w ogóle.

Czasy napoleońskie to Twój konik?

Cały XIX wiek. Gdy w ramach olimpiady należało wybrać specjalizację, wybrałem właśnie wiek XIX. Na etapie szkolnym napisałem pracę o rewolucji przemysłowej, a na etapie okręgowym – o Wiośnie Ludów.

Historia to Twoje hobby, ale zapewne start w olimpiadzie wymagał dodatkowych przygotowań?

Tak, dyrektor Andrzejewska przygotowywała mnie do startu w olimpiadzie w ramach indywidualnych zajęć rozwijających uzdolnienia. Korzystałem z jej porad przy pisaniu konspektu, a gdy dotarłem do etapu okręgowego, ćwiczyliśmy odpowiedzi na pytania. Wymagało to lektury wielu podręczników i publikacji naukowych dotyczących XIX wieku.

Odniosłeś duży sukces docierając do finału, ale finał się nie odbył.

Gdy okazało się, że po etapie okręgowym awansowałem do finału, to była prawdziwa euforia. Tym bardziej żałuję, że finał nie doszedł do skutku. Myślałem, że skoro będzie tylko 100 uczestników, to jednak się odbędzie. Na pewno byłoby to ciekawe doświadczenie, bo to okazja do wymiany wiedzy i poglądów z innymi uczestnikami. Szkoda, że tego zabrakło.

 

Chcesz skontaktować się ze szkołą Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Twoim mieście? Sprawdź listę szkół STO.


Znajdź szkołę