STO-wskie powroty: Agnieszka Chudek

„Nie wiem do końca, co się wtedy wydarzyło, ale w tamtej sekundzie poczułam, że muszę natychmiast jechać do szkoły i dowiedzieć się, co muszę zrobić, aby móc w niej pracować” – o nagłym, dydaktycznym olśnieniu, a także radosnych chwilach spędzonych w szkole wspomina Agnieszka Chudek, która najpierw była uczennicą STO przez 9 lat, by dziś z powodzeniem uczyć ZSO nr 1 STO w Warszawie.

Jak wspomina Pani swoje szkolne lata w STO?

W STO spędziłam jako uczennica 9 lat, które do tej pory wspominam bardzo dobrze. Od najmłodszych lat czułam się tam otoczona doskonałą opieką, jednak to, co wspominam najlepiej, to atmosfera, jaka panowała w szkole - między uczniami, ale też na linii uczniowie-nauczyciele.

Jaka była wtedy szkoła?

Szkoła była wtedy przede wszystkim radosna! Pamiętam, że bardzo źle znosiłam momenty, w których, np. z powodu choroby, nie mogłam pójść do szkoły. Uwielbiałam to miejsce za atmosferę pełną ciepła i autentycznej radości, oraz za to, że mogłam rozwijać się tam na wielu płaszczyznach.

Jaki był Pani ulubiony przedmiot?

Lubiłam wszystkie przedmioty, ale najbliższe mojemu sercu i osobowości były zawsze WF i przedmioty ścisłe. Do tej pory nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez sportu i wyzwań intelektualnych. Jestem bardzo wdzięczna szkole za to, że za moich czasów kładło się wysoki nacisk na obie dziedziny.

Czy relacje zawiązane w dzieciństwie udało się utrzymać do dzisiaj? 

Tak, to właśnie z STO wywodzi się grono moich najbliższych przyjaciół, a uformowało się ono podczas wspólnych wyjazdów na zawody sportowe i konkursy przedmiotowe. Przyjaźnie nawiązane w dzieciństwie są dla mnie jednymi z najbardziej wartościowych relacji w życiu. Mówię tu o przyjaźniach zarówno z rówieśnikami, jak i z nauczycielami.

Kiedy pojawił się pomysł zostania nauczycielem? Czy było to Pani marzenie z dzieciństwa?

Jako dziecko nie miałam sprecyzowanych planów dotyczących swojego przyszłego zawodu. Pomysł na zostanie nauczycielem rodził się stopniowo. Najpierw, w klasie maturalnej, pomyślałam, że chyba dobrze bym się sprawdziła w tłumaczeniu przedmiotów ścisłych dzieciom, które mają z nimi trudności. Nie miałam wtedy pojęcia, że istnieje coś takiego jak korepetycje. Zapytałam Panią Anię, swoją wychowawczynię z podstawówki, co uważa o moim pomyśle, a ona natychmiast podesłała mi kilkoro uczniów. Od tamtej pory udzielałam korepetycji z wielką pasją i zaangażowaniem i coraz częściej słyszałam od podopiecznych zdania typu: „Ale bym chciała, żeby Pani uczyła u nas w szkole”. 

Co sprawiło, że została Pani nauczycielem w szkole STO?

Nie zastanawiałam się nad tym aż do momentu, w którym wracałam z praktyk zawodowych (jestem inżynierem biomedycznym). W tamtym czasie prowadziłam bardzo ciekawe badania i opowiadałam o nich mojej mamie przez telefon, a ona wspomniała, że spotkała tego dnia przypadkowo pana dyrektora Zygmunta Puchalskiego. Nie wiem do końca, co się wtedy wydarzyło, ale w tamtej sekundzie poczułam, że muszę natychmiast jechać do szkoły i dowiedzieć się, co muszę zrobić, aby móc w niej pracować. To był impuls i przysięgam, że nigdy wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Pojechałam więc prosto do sekretariatu i cóż, jestem nauczycielką w ZSP nr 1 STO w Warszawie już trzeci rok. Jak dotąd ani razu nie żałowałam tej decyzji. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie niesamowita otwartość, wsparcie oraz zaufanie pana dyrektora Puchalskiego oraz innych nauczycieli, którzy bardzo ciepło mnie przyjęli i wspierają mnie w działaniach dokładnie tak, jak robili to 10 lat temu, gdy byłam jeszcze ich uczennicą.

Jaka dzisiaj jest szkoła STO? Czy bardzo zmieniła się w stosunku do szkoły, którą Pani pamięta? 

Jeśli chodzi o fundamenty takie jak profesjonalizm, pasja, zaangażowanie i niepowtarzalna, ciepła i wesoła atmosfera, to nie zmieniło się dużo. Nadal szkoła jest takim miejscem, do którego uwielbiam przychodzić. Mimo, że praca z młodzieżą wymaga ogromnego zaangażowania i często jest mocno obciążająca fizycznie oraz psychicznie (zwłaszcza, że należę do osób, które przejmują się wszystkim podwójnie), to mogę powiedzieć, że na swój sposób się tam relaksuję i ta praca dodaje mi energii, a obserwowanie młodzieży napawa optymizmem.

Jedyne, nad czym trochę ubolewam, to fakt, iż w obecnych czasach wśród młodzieży nie ma takiego zaangażowania w aktywności fizyczne.

Za moich czasów zawody sportowe były wydarzeniem roku, a szkoła zawsze zdobywała miejsca na podium. Teraz reprezentacje nie są niestety tak liczne i zaangażowanie uczniów też nie jest już takie samo, jak kiedyś. Stąd mój pomysł na zorganizowanie obozu sportowo-naukowego, podczas którego chcę pokazać uczniom, że aktywność fizyczna powinna iść w parze ze wszechstronnym rozwojem intelektualnym . Na szczęście obóz cieszy się coraz większym powodzeniem, więc może z tym sportowym duchem wśród młodzieży nie jest jednak tak źle, jak mi się wydaje.

Wybiegając w przyszłość - jaka Pani zdaniem będzie szkoła za 10 lat?

Mam nadzieję, że będzie dalej realizowała te same, wysokie standardy wychowania i dydaktyki, jak dziś. Chciałabym też, żebyśmy doczekali się w ZSP nr 1 STO w Warszawie większego budynku, w którym będzie pracownia fizyczna z prawdziwego zdarzenia oraz sala gimnastyczna.

Dziękujemy za rozmowę!