Egzamin z j. polskiego: Zostawić stres za drzwiami

Społeczna Szkoła Podstawowa nr 1 im. Ewarysta Estkowskiego STO
ul. Czerwona 8
93-005 Łódź

To już ostatnie godziny przed egzaminami ósmoklasisty. W kolejnych dniach uczniowie sprawdzą swoją wiedzę z języka polskiego, matematyki i języka obcego. O przygotowania do pierwszego z tych egzaminów i o sam egzamin zapytaliśmy Martę Plutę, nauczycielkę języka polskiego w Społecznej Szkole Podstawowej nr 1 im. Ewarysta Estkowskiego STO w Łodzi.


Ósmoklasiści spędzili kilka miesięcy w domach. Jak mogło to wpłynąć na przygotowania do egzaminu?

Marta Pluta: Dzieci, które potrzebują opieki czy kontroli ze strony nauczyciela, miały trudniejsze zadanie niż podczas tradycyjnej nauki w szkole. W tym wieku nie każdy uczeń ma na tyle silną wewnętrzną motywację, że uczy się sam, bez „dopingowania”, a nauczycielowi trudniej motywować na odległość. Możliwości oddziaływania są ograniczone, gdy np. uczeń nie przesyła prac.

Inni uczniowie są z kolei bardzo zadowoleni. Nie musieli dojeżdżać do szkoły lub na zajęcia pozaszkolne. Dzięki temu mogli poświęcić więcej czasu na naukę, ćwiczenia lub odpoczynek.

Radzili sobie bez kontaktu z nauczycielem?

Wbrew temu, co może się wydawać, w czasie nauki zdalnej dzieci miały często łatwiejszy dostęp do nauczyciela. W szkole rozstajemy się po zajęciach i widzimy się dopiero na lekcji następnego dnia. Podczas nauki zdalnej ten kontakt był w pewnym sensie ciągły. W każdej chwili uczeń mógł do mnie napisać, przesłać coś do konsultacji i w krótkim czasie otrzymywał odpowiedź, wskazówki.

Ale taki tryb nauczania ma zapewne swoje wady.

Oczywiście. Kiedy uczniowie są w klasie, mogę wyczytać z ich twarzy, czy muszę coś jeszcze raz wyjaśnić; widzę w oczach zrozumienie albo wielkie znaki zapytania – i wtedy muszę pomyśleć, co zrobić, żeby zagadnienie stało się dla nich bardziej przystępne. Tego podczas zdalnej edukacji brakuje.

Mimo pewnych obiektywnych trudności związanych z nauczaniem na odległość, staram się jednak szukać pozytywów i zachęcam do tego uczniów. Przykładowo, dzieci doceniły to, że mogły przesyłać prace wtedy, kiedy im to odpowiadało. Niektóre ćwiczenia mogły ze mną konsultować wręcz w czasie rzeczywistym, mimo tego że komunikowaliśmy się na odległość.

Uczniowie przyzwyczaili się do nowej sytuacji?

Do pewnego stopnia przyzwyczaili się i uczniowie, i nauczyciele. Przez rok wszyscy wiele się nauczyliśmy, wypracowaliśmy sobie pewne metody. Gdy w październiku wróciliśmy do zdalnego nauczania, weszliśmy już tak naprawdę w stare buty.

Przed zeszłorocznym egzaminem było więcej stresu?

Było dużo niepokoju, mimo że lockdown został wprowadzony na krótko przed egzaminami, a my w tamtym czasie zdążyliśmy już zrealizować cały program i pozostało tylko powtarzanie materiału. Uczniów stresowało to, że niewiele wiemy o wirusie, nie wiemy do końca w jaki sposób się zarażamy i czy nie zarazimy się podczas egzaminu. Stresujące były też rozmowy o tym, czy egzamin w ogóle się odbędzie, a jeśli tak, to kiedy.

Teraz aż takich obaw nie ma, choć oczywiście egzamin wywołuje emocje.

Wymagania egzaminacyjne zostały okrojone. To cieszy uczniów?

To dla nich ulga, mniejsze obciążenie psychiczne. W trakcie nauki zdalnej materiał był realizowany wolniej, uczniowie musieli też włożyć trochę więcej wysiłku, żeby niektóre tematy opanować. Dlatego dobrym pomysłem było wyłączenie zagadnień z zakresu językoznawstwa, które sprawiają dzieciom najwięcej trudności. Dużym ułatwieniem jest też to, że dzieci mogą wybrać, czy napiszą rozprawkę, czy opowiadanie.

Zupełnie inne odczucia towarzyszą mi w związku z listą lektur. Moi uczniowie zdążyli zapoznać się ze wszystkimi lekturami obowiązkowymi, zanim zostały ogłoszone wymagania egzaminacyjne. Ale nie wszędzie tak było, a z doświadczenia wiem, że są dzieci, które czytają tylko lektury szkolne. Wyłączenie części tekstów sprawi, że zapewne nigdy ich nie przeczytają. A podczas nauki zdalnej dzieci miały czas, żeby czytać – lekcje były często krótsze, dzieci nie dojeżdżały do szkoły.

Końcowe odliczanie przed egzaminem już się rozpoczęło. Na czym powinni się teraz skupić uczniowie?

Na pewno poniedziałkowe popołudnie to nie jest dobry czas na przebrnięcie przez streszczenia wszystkich lektur i przejrzenie całej gramatyki. Warto odpocząć i pozwolić, żeby wiedza ułożyła się w głowie.

Dla spokoju można jeszcze raz przejrzeć swoje notatki. Zatrzymać się na tym, co sprawiało największą trudność i przeczytać dwa lub trzy razy. Każdy z uczniów dostał ode mnie zresztą wskazówki, na co  powinien jeszcze zwrócić szczególną uwagę.

Co chciałaby Pani powiedzieć swoim uczniom przed egzaminem?

Że są świetni. Wiem, że pracowali na 100 procent możliwości i że dadzą radę. Niech spróbują zostawić stres za drzwiami, wezmą głęboki oddech i pokażą, że potrafią. Wierzę w umiejętności i wiedzę każdego z nich.

Znajdź szkołę