Wspominamy Marka Grąziewicza

Rafał Dylewski, Prezes Samodzielnego Koła Terenowego nr 200 STO

Moje pierwsze kontakty i związane z tym wspomnienia z Panem Dyrektorem, pochodzą z okresu jeszcze przed moim zaangażowaniem się w pracę na rzecz szkoły. Obserwowałem, jak moja bardzo przejęta córka jest przez Pana Dyrektora pasowana na ucznia. Pamiętam, jak witał się życzliwie z każdym z nas – rodziców, przed wejściem do naszej szkoły. Nie znałem Go wówczas bliżej.

Kiedy w 2016 roku zostałem wybrany do Zarządu Koła, nasze kontakty nabrały dynamizmu. Często wyjeżdżaliśmy wspólnie do Warszawy i innych miast, reprezentując szkołę podczas zjazdów i konferencji STO. Pamiętam, że miał niesamowitą łatwość kontaktu z innymi ludźmi, którzy lubili Go za jego wiedzę, dowcip czy umiejętność puentowania najróżniejszych sytuacji. Był szarmancki wobec kobiet. Potrafił słuchać ludzi, samemu pozostając nieco w cieniu.

Dzięki Niemu z łatwością wszedłem w świat Społecznego Towarzystwa Oświatowego i przekonałem się, że potrafi walczyć o dobro naszej szkoły, będąc przekonanym o swoich racjach. Lubiłem z Nim rozmawiać. Kiedy w końcu podjęliśmy decyzję o zakupie dobrego ekspresu do kawy, wpadałem do Jego gabinetu na cappuccino – żeby omówić aktualną sytuację w szkole, ale też porozmawiać o tym, co dzieje się w polityce. Pan Dyrektor miał umiejętność wyłapywania z gąszczu informacji tego, co najważniejsze.

Tak naprawdę liczyła się dla niego jednak przede wszystkim szkoła. Był szczęśliwy, kiedy na kilka dni przed śmiercią dowiedział się, że odwiedzi nas telewizja i przeprowadzi relację na żywo w związku z częściowym otwarciem szkół po pandemii. Traktował to jako wyróżnienie.

Pozostawił po sobie wiele dobrych dzieł. Jak będzie teraz wyglądała szkoła bez Niego?

 

Jolanta Truszewska, członek GKR STO, były członek Zarządu Głównego STO

Moja długa znajomość z Markiem zaczęła się od sytuacji... nieprzyjemnej. Poznałam go podczas posiedzenia Zarządu Głównego, które dotyczyło kwestii finansowych. Ja byłam wtedy członkiem Zarządu, a Marek przyjechał jako przedstawiciel koła. Temat był drażliwy, więc i wrażenie z pierwszego spotkania nie było najlepsze.

Paradoksalnie, właśnie dzięki tym sprawom finansowym poznałam Marka lepiej. Kilka razy reprezentowałam Zarząd podczas rozmów z kołem, które odbywały się w Gdańsku.

To, co mnie wtedy ujęło w Marku, to jego niezwykła gościnność i życzliwość. Marek wypytywał, czy znam Gdańsk, w jakich miejscach już byłam. Gdańsk znałam bardziej z opowiadań niż z autopsji, a dzięki niemu nadrabiałam zaległości. Gdy okazało się że nie byłam w Teatrze Muzycznym, zaprosił mnie do tego teatru. Byłam  także na spektaklu w Tatrze Szekspirowskim, w którym swoje przedstawienia wystawiała szkoła Marka. Miałam okazję podziwiać je później już jako opiekun koła. Same przedstawienia, ich otoczka i zaangażowanie całego środowiska, robią wielkie wrażenie. Marek był z tego dumny i przyznaję, że miał z czego. Duma rozpierała go także podczas wspólnego śpiewania pieśni patriotycznych na Długim Targu. Zresztą, szkoła była jego życiem.

W Marku ujęła mnie też duża wrażliwość. Na zewnątrz ją maskował, często bywał uszczypliwy, jednak była w tym życzliwość i wrażliwość, którą nie zawsze było widać na pierwszy rzut oka.

W ostatnich latach często się kontaktowaliśmy, nie tylko telefonicznie. Rozmawialiśmy w zasadzie o wszystkim. Marek nerwowo reagował na różne wydarzenia, przeżywał, martwił się o dzieci, szkołę. Starałam się go przekonać, żeby nie denerwował się rzeczami, na które nie ma wpływu – ale raczej bez skutku.

Dużo czytał, lubił dobre filmy. Kochał słońce, plażę i morze. Potrafił godzinami wygrzewać się na plaży. Ale lubił też bardzo wędrówki po górach. Miał jeszcze wiele planów...

I tych spotkań i rozmów z Nim już mi brakuje.

 

Dyrektorzy szkół STO, którzy wspólnie z Markiem Grąziewiczem uczestniczyli w spotkaniach grupy superwizyjnej

Dobry los podarował nam ponad 15 lat, by poznać Marka w gronie dyrektorów szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego. W ciągu tego czasu stał się dla nas kimś naprawdę bliskim; z Nim dzieliliśmy pasję tworzenia dobrego środowiska edukacyjnego, zgodnego z ideałami obywatelskiej aktywności dla dobra wspólnego. Dla tych, którzy mieli okazję gościć w gdańskiej "dwójce" był Markiem-Budowniczym – wzorem dyrektora-gospodarza, skutecznie zabiegającego o rozbudowę i rozwój swojej placówki.

Nie ukrywał braku kwalifikacji pedagogicznych, a przecież niczym najlepszy nauczyciel budował ciepłe relacje z otoczeniem. Z wielu spotkań podczas imprez organizowanych przez STO, szkoleń, zjazdów, dorocznych konferencji, pozostanie nam w pamięci obraz człowieka dobrego i łagodnego, żywo zainteresowanego gromadzeniem oraz wymianą doświadczeń. Wspaniałego towarzysza pracy i uczestnika długich Polaków rozmów, tworzących klimat takich imprez.

Spotykaliśmy się ostatnio z Markiem regularnie, najpierw w realnej, a później wirtualnej przestrzeni, dzieląc wrażeniami, doświadczeniami, pomysłami. Podczas cotygodniowych rozmów było miejsce i na poważną dyskusję, i na odrobinę humoru, tak cennego w tym ponurym czasie. Prawdziwe wzajemne wsparcie w gronie ludzi stojących przed zbliżonymi wyzwaniami...

Wiadomość o śmierci Marka spadła na nas niespodziewanie, jak grom z jasnego nieba. Choć życie pójdzie naprzód, mamy świadomość, że w gronie dyrektorów szkół – działaczy Społecznego Towarzystwa Oświatowego ponieśliśmy niepowetowaną stratę. Zachowamy Go w dobrej pamięci do końca życia.

Całej społeczności II Społecznej Szkoły Podstawowej STO w Gdańsku przesyłamy wyrazy najgłębszego współczucia.

Ela, Kasia, Małgosia, Bartosz, Jarek, Mariusz i Tomek

Znajdź szkołę